darmowy hosting obrazków
Kategorie: Wszystkie | Ogólne | działkowe | moje robótki
RSS
poniedziałek, 08 września 2014
Huśtawka ... czyli jeszcze o psie.
Tak o psie, bo tym żyję. Przeciwnicy psów powiedzą i o co ten dramat? Zwolennicy i psiarze zrozumieją. Zrozumieją i zmartwienie i łzy. Najgorsza jest niepewność. Gdy nie wiadomo, będzie lepiej, da się jeszcze coś zrobić czy też nie ma rady trzeba rzecz zakończyć. A my jesteśmy na etapie rozstrzygania i diagnozowania. Konieczny byłby wyjazd do Krakowa na usg. Tylko jak mam to zrobić? Pomijam koszty, ale autobus odpada, pies niedocukrzony jazdy nie zniesie, bo trzeba jeszcze dotrzeć do lecznicy. Samochodu i kierowcy nie mam. A piesek? Ma lepsze chwile i gorsze. Po trudnościach zmierzenia poziomu cukru w gabinecie lekarza, stan był tak niski,ze glukometr nie oznaczał, doczłapaliśmy się do domu z trudem. Tu woda do picia dosłodzona odrobiną miodu a po krótkim odpoczynku jedzonko. Po południu spacer i znowu jedzenie, pojawił się umiarkowany apetyt. Pies odzyskał werwę i zainteresowanie otoczeniem. Wieczorem znowu jedzenie i oznaczenie poziomu cukru. Wynik 96 mg/dl. Czyli w normie. W niedziele w południe po jedzeniu i spacerze wynik 88ml/dl. Co przekładało się na zachowanie pieska. Norma to 70-120. Wieczorem już nie mierzyliśmy bo pies protestował przeciwko kłuciu łapy. A dziś na czczo i po lekkim spacerze jeden glukometr pokazał 33 a drugi 28 a wiec poniżej normy. Zachowanie psa tez wskazuje że nie jest optymistycznie. Apetyt nie dopisuje aczkolwiek mimo wszystko sporo zjadł namawiany i karmiony. Dostał już tylko mięsną karmę bez kaszy aby było bardziej odżywczo. Zobaczymy co wieczór przyniesie. Dostaje leki przeciwbólowe i przeciwzapalne a także wątrobowe. Być może pomogłaby insulina ale bez sprawdzenia trzustki nie da się podjąć leczenia. W tej sytuacji decyzja o uśpieniu nie jest łatwa, bo może jeszcze dałoby się pomóc psiakowi. Żyje więc na huśtawce emocjonalnej. To nadzieja i radość z zachowań pupila, który jak dawniej jest radosny i ze coś da się zrobić, to znów czarna rozpacz bo wyniki złe i zachowanie tez wskazuje że coś dolega.Ciężko bo nakładają mi się na to wszystko i inne sprawy domowe i doskwiera samotność. Taka samotność nie zewnętrzna ale emocjonalna.
12:23, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 września 2014
To boli, bardzo boli

Od dwóch miesięcy widzę, ze mój czworonożny pupil jakby nieco podupadł na zdrowiu. Werwy mniej, żywiołowości również.Spuszczony ze smyczy już nie rwie do przodu tak ochoczo i radośnie, ale bardziej statecznie. No cóż jemu też już wiek daje się we znaki boć to już 10 lat. Jak na boksera to sporo. Łapy tylne już też nie te. Tak sobie to tłumaczyłam. Ale od miesiąca piesek nie bardzo chce jeść. A ostatnio jest w ogóle kiepsko z tym. Dużo pije i śpi. Zmieniłam karmę, niby coś tam zjada ale mało i jakoś tak fanaberyjnie. Schudł bardzo. No więc do weterynarza. Zrobiono badania i okazało się ,że poziom cukru bardzo niski. Są leki, ale cukier leci na łeb i szyję. Wizyta dzisiejsza dobiła mnie, w ogóle nie dało się oznaczyć poziomu cukru a psa z trudem dowlokłam do domu. Woda z miodem i porcja jedzenia troszkę sytuacje poprawiły, zobaczymy jaki będzie poziom cukru po ponownym nakarmieniu. Glukometr mam w domu. Jednak nie łudźmy się ,wszystko wskazuje, ze pies ma problemy z wchłanianiem a przyczyna? Trzustka? Wątroba? Jelita? Żołądek? Potrzebne będzie usg. Tylko jak go dowieźć do Krakowa? I jakie rokowania?

Może się okazać, ze niewiele da się pomóc. Trzeba będzie podjąć decyzję o uśpieniu. Ktoś powie to tylko zwierzę. Tak tylko. Dziesięć lat temu ,krótko po uśpieniu poprzedniego pupila, przygarnęliśmy Luksa. Biedne zbiedzone 9- miesięczne wyrośnięte szczenię po przejściach.  Wyrosło na wspaniałego pod każdym względem psa przyjaciela. Mądrego bardzo, pojętnego, przyjacielskiego. Na każdym kroku okazywał swoje przywiązanie, nie psocił, nie gryzł rzeczy, uczył się szybko reguł i zawsze towarzyszył w domowych sprawach. Rzadko był karcony, bo nie zachodziła taka potrzeba. Nie jedne łzy żalu ,samotności, strachu wylałam w jego psie kudełki. Gdy mąż coraz bardziej ucieka w swój świat jaki daje mu Alzheimer, ja mogłam z tym psim przyjacielem sobie pogadać, pójść na spacer, towarzyszył mi przy oglądaniu filmów, pozwalał miętosić skórę na grzbiecie, zadowolony, że ktoś zwraca uwagę na niego. Co rano budzi mnie szturchnięciem w poduszkę i patrzy wesołymi wręcz roześmianymi  oczami. Gdy wracam, wita mnie taniec radości, wygibasy całym ciałem i obciętym kikutem ogona. Gdy dzwoni domofon, wiadomo kto idzie obcy czy swój, bo jego szczekanie to albo ostrzeżenie albo przywoływanie.

Weterynarz uprzedził mnie, że jeśli to problem z wchłanianiem, to trzeba będzie pożegnać pupila aby mu oszczędzić śmierci głodowej. Wiem o tym, ale czuję ogromny ból i mam przedsmak niesamowitej samotności. Juz teraz w podjęciu decyzji i zmaganiu się z tym wszystkim a potem z uporaniem się z pustką, brakiem spacerów i wspomnieniami.

14:54, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 września 2014
Samo życie

Wiem! Zaniedbałam bloga, zaniedbałam przyjaciół. Wiele spraw mnie po prostu przerosło. Mam wciąż i nieustająco kłopoty z komputerem. Co poprawimy jedno,zaraz wyskakuje następne. Cóż się dziwić to już staruszek. A mój przemiły i uczynny informatyk tez zawalony pracą, robi wszystko na pospiech i kto wie czy dokładnie? Tak czy owak przydałoby się nowe ustrojstwo. Ale że, zaczyna się prawo serii, psuja się i inne bardziej potrzebne urządzenia, więc muszę się męczyć ze staruszkiem komputerem.

Ten sezon działkowy jest ostatnim moim sezonem. Nie daję rady. Za to mam wyrzuty sumienia ogromne, ze nie jest to już działka wzorcowa. Przy tej ciągle zmiennej pogodzie, z rzadka udało mi się męża wyciągnąć do ogrodu. Jego choroba postępuje. Porozumienie coraz trudniejsze, za to złości z jego strony więcej. Złości i zniecierpliwienia ilekroć nie daje sobie z czymś rady. Rzuca przedmiotami, tupie, bije pięścią w stół albo ścianę. Ot takie wybuchy trzy- czterolatka. A klapsa dać nie można niestety. Staram się znosić to ze spokojem i cierpliwością ale chwilami mam serdecznie dość i najchętniej wsiadłabym do pociągu byle jakiego. Jednak nie wsiadam ,bo od tego kłopoty nie znikną.

Na pociechę jest pies. Można zapiąć smycz i iść na spacer, przemyśleć wiele spraw, uspokoić się, coś rozplanować i zaplanować. Czasem spotkać innego psiarza i zejść na psy w rozmowie. Zawsze to jakaś odskocznia. Niestety ostatnio nasz pupil tez coś szwankuje. Też staruszek już. Nie chce jeść, chudnie, dużo śpi, na spacerze wlecze się a nie biega. No to weterynarz. Zrobione badania wykazały jakiś stan zapalny i niedocukrzenie. Spada mu poziom glukozy. Poszły leki, troszkę miodu. Część leków ludzkich bo tańsze. sylimarol, esseliv i probiotyk. Przeciwzapalne dla zwierząt i glukozamina tez dla psów. Ta glukozamina tańsza niż ludzka, więc może będziemy wspólnie3 zażywać? ;-)))))). Efekty są. Pupil nabrał werwy z jedzeniem też nieco lepiej.

Okresowo miewam też nowego domownika. Okresowo ,bo pracuje przez kilka tygodni poza granicami Polski a potem na jakiś czas zjeżdża do domu. Znam go od dziecka. Ja potrzebuję towarzystwa i obecności drugiej osoby czasem pomocy w domowych kłopotach a on domu rodzinnego, bycia dla kogoś ważnym i troszczenia się o kogoś. Jednym słowem do moich córek dołączył przyszywany syn, rówieśnik i kolega z dzieciństwa mojej starszej. Troszkę to zmieniło układ mieszkania, bo jeden pokój dałam do dyspozycji ale za to mogłam zbędne rzeczy wyrzucić a wieczorami jest z kim pogadać, pośmiać się. Akurat nie teraz bo właśnie wyjechał i z jedną maleńką duszą ,wiele ubyło. Czyli jest spokojnie, pusto i nieco smutno. Al;e do czasu. Są za to wiadomości i nieco troski z dala.

Tak to się więc plecie. Lato się kończy, bywa nieco melancholijnie, a jednak nie jestem bezczynna. Pod balkonem, kiedyś kiedyś zakładaliśmy mały ogródek. Potem przejęła go sąsiadka, jednak podupadła na zdrowiu, ogródek zaniedbano. W tym roku ja postanowiłam się nim zająć i nieco go odrestaurować. To i owo przekopałam, dosadziłam. Nieco roślin rozsadzałam na działce a więc część zbędną zamiast w kompost dałam pod balkon. Zaczęłam od małej grządki z daliami a wyszło całkiem ładne poletko ozdobne, bo zapał mnie pochłonął. Dokupiłam zimowitów i innych cebulek wiosennych, odnowiłam zarośnięte byliny. Jeszcze coś z odzysku z działki dosadzę i będę mieć pole do działania na miarę swoich sil i bez dojazdów. Teraz już działkę opuszczę bez palącego żalu. Do wszystkiego trzeba dojrzeć.

09:44, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 czerwca 2014
Rozmaitośći

Wreszcie pogoda się ustaliła, mąż pozbył się zapalenia stawu skroniowo szczękowego - nikt sobie nie wyobraża jaki to ból i jak długo się to leczy- więc mogłam wybrać się na działkę. A tam? Przydałaby się maczeta. Ogarnęłam co nieco a od poniedziałku robota pełną parą. Zacznę od koszenia. Po ulewach wszystko wraca do normy, wieczorami słyszę jak kaczory nawołują swoje panie a rankami znowu słyszę kukułkę. Aż żyć się chce.

Przed laty, jakieś dwadzieścia parę lat temu, zajmowałam się wolontaryjnie, oczywiście po nabyciu wiedzy psychologicznej i umiejętności ,pomocą osobom uzależnionym od alkoholu. Leczenie wówczas, miało nieco inna formę, powstawały grupy, kluby, stowarzyszenia a przede wszystkim poradnie i oddziały szpitalne.Przyszło mi wówczas zaopiekować się młodym człowiekiem, któremu oprócz leczenia profesjonalnego potrzebne było wsparcie innego rodzaju. Staliśmy się wówczas czymś w rodzaju rodziny zastępczej. Dzisiaj jest to już szanowany i uznany przedsiębiorca, z chorobą sobie poradził i do dziś jesteśmy w układach rodzinnych. Minęło tyle lat i znowu znalazłam się w tym samym miejscu i przed podobnym zadaniem. Sytuacja  nieco lepsza ale wsparcie rodzinne jest potrzebne. A na dodatek jest to osoba mi znana z lat gdy moje dziewczyny były dziewczynkami i chodziły do podstawówki.Mam wiele serca do tego zadania. I odżyły emocje i uczucia sprzed lat i nadzieja że będzie dobrze. Mam też z kim pogadać.

Dzisiaj po wielu latach ,zobaczyłam znowu góralski orszak ślubny. Szkoda, że już widuje się to coraz rzadziej. Na przodzie jadą na koniach (pięknych) pytace czyli drużbowie zapraszający (Pytom was - zapraszam) a za nimi bryczki z drużbami ,rodziną i oczywiście młoda para. Panna młoda w stroju góralskim którego gorset był biały wyszywany też na biało. Żałowałam, że nie mam przy sobie aparatu.Ale na zakupy nie zwykłam go brać, okazuje się że trzeba to przemyśleć.

20:35, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 maja 2014
Wkurzyłam się

Wkurzyłam się i to maksymalnie. Jeszcze nie skończyłam wpisu a już mnie wylogowało i wyrzuciło z bloga. Wpisu było dużo, planowałam dodać zdjęcia. Nie dość że internet łazi jak rozlazła mucha to jeszcze powtarzać się? To już trzeci raz tak mnie załatwiło. Do trzech razy sztuka. Wyjdę z bloxa i znajdę jakieś inne miejsce.

Od mojej starszej latorośli dostałam prezent na Dzień Matki. Dzieło jej własnych rąk. Inspiracja młodszej latorośli, która obecnie wraz z dwójka swoich dzieci błąka się po stolicy Albionu. To taki prezent urodzinowy dla dzieciaków aby ich zmotywować i zmobilizować do gorliwszej nauki angielskiego. A teraz zdjęcia prezentu, który mnie zachwycił i okazał się niezwykle przydatny i dekoracyjny.

 

 

 

 

11:32, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (1) »