darmowy hosting obrazków
Kategorie: Wszystkie | Ogólne | działkowe | moje robótki
RSS
niedziela, 29 marca 2015
Jeszcze troszeczkę o nadchodzacej wiośnie czyli cieszyć się czy nieco protestować?

Dzisiaj niedziela ostatnia już w marcu a zatem zmiana czasu. Kilka dni minie zanim organizm się przestroi ale w końcu to zrobi. Wolę zmianę wiosenną  bardziej niż jesienną. Pisałam już o wiośnie ,o tym że zdradza ją harmider czyniony przez ptactwo. Ale nie pisałam ,że od kilku dni ,regularnie jestem budzona o godzinie 3;15 a teraz już 04;15. Budzi mnie jakiś radosny ptasi zapiewajło, jego solowy popis trwa jakieś 15-20 minut, a potem już zaczynają się śpiewy chóralne. Tak radosne ,że aż wyczuwa się zachłystywanie tą radością. Mimo przymrozków ,sypiam przy otwartym/uchylonym oknie a wokół jest troszkę drzew. Zastanawiałam się co to za ptak tak melodyjnie się popisuje. Drozd? Kwiczoł? To na pewno nie kos i nie sikora.  A już na pewno nie słowik. Za zimno, za wcześnie ,zbyt ludna okolica. I nie te klimaty. W każdym razie jestem regularnie budzona. Posłucham sobie tego koncerciku, w duszy budzi się i radość ,i błogość i spokój ,po czym zasypiam na nowo snem sprawiedliwego. Cisza w domu, słychać lekkie pochrapywanie suki, mniej lekkie męża, ciemność otula mnie jeszcze ciepło. Jednym słowem idealny nastrój do wysłuchania takiego koncertu. I westchnienie do Stwórcy, że życie jest piękne, świat jest piękny i tylko my ludzie coś tam psujemy i umykają nam takie wspaniałe i błogosławione chwile. Mam protestować na te przerwy w spaniu? Za nic w świecie ,myślę że to jest coś mojego i osobistego ta wczesno ranna pora. Czuję się dzięki niej bogatsza i radośniejsza a troski odłożone mam na półkę.

11:46, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (7) »
sobota, 28 marca 2015
Trochę o wiośnie, przygotowaniach do świat i ischiasu.

Zanim zacznę pisać na tytułowy temat, troszkę wprowadzenia.

Dla mnie blog jest trochę pamiętnikiem a troszkę takim wydobywaniem na zewnątrz emocji. Nie tak dawno osoba, która czyta moje wpisy, ale nie komentuje,osoba znana mi osobiście zwróciła mi uwagę, że powinnam pewne tematy zatrzymać dla siebie a nie publikować. Chodziło głównie o poglądy religijne. Wyjaśniam -  piszę o tym co cieszy, boli, zachwyca, martwi. Moja religijność i wiara są częścią mojego życia, nie mam powodu aby się z tym kryć, omijać temat , zachowywać to w tajemnicy. Ale też nie powiewam tym jak  proporczykiem na barykadzie. Nikogo nie chcę ani urażać ani obrażać.

Proszę więc aby moje poglądy uszanować ,gdy coś na ten temat wspomnę, pisząc o moich przeżyciach. Nawet jeśli ktoś ma inne poglądy.

A teraz  do rzeczy. Od dwóch tygodni mamy więc bez wątpienia wiosnę. Stwierdziłam to, z całą pewnością, gdy jeszcze na polach, w bruzdach leżał sobie smętnie brudny śnieg. W moim mieście i najbliższej okolicy już go nie ma, ale bocianów jeszcze też nie ma. Co więc zwiastuje wiosnę? Teraz temperatury, dużo słońca, i pierwsze wiosenne kwiaty pod balkonem a tydzień temu? Kąt padania promieni słonecznych, i... może przede wszystkim to - ruch i harmider jaki czynią ptaki. Sikory, kosy, drozdy, kwiczoły j masę drobnych a także te większe kraczące i skrzeczące rozbójniki. Zauważyłam jednak, że brakuje wróbelków. Chyba te duże zanadto się rozmnożyły. No cóż przyroda sama się musi jakoś obronić. Kilka dni temu byłam w Jurgowie na znajomym pogrzebie, tam mimo bardzo ciepłego dnia, pełnego słońca, było jeszcze sporo ,sporo śniegu. Tak jakby czas się cofnął o dwa tygodnie. To tylko odległość 20km. Jurgów leży przecież bliżej gór a widoki ośnieżonych szczytów opromienionych słońcem  - wręcz bajeczne. Od dwóch dni pada deszcz ,pochłodniało, ale zieleń odświeżyła się, ożyła. Co jeszcze lubię taką wczesną wiosną? Zmieniającą się barwę kory drzew i krzewów. Niby są jeszcze ciągle szaro bure ale ta barwa jest jakby żywsza, świeższa.A w promieniach słońca ten kolor będzie coraz intensywniejszy.  Lubię ten czas. Zapowiedź odrodzenia. Moje odradzanie się zaczynam od roszady w szafie. Najgrubsza zimowa odzież jest chowana , wyjmowana przejściowa i nic mnie nie przestraszy już, nawet wczorajsze opady śniegu na Krowiarkach. W tym roku zbiegło się to z porządkami przedświątecznymi a raczej po zimowymi. Nie szaleję jakoś z tym bo staram się robić to bieżąco. Atmosfera świąt nie wiąże się dla mnie tylko z porządkami, pieczeniem, gotowaniem. Owszem to też, ale bez szaleństw. To już nie te lata. Tym bardziej, że od dwóch tygodni dokucza mi nerw kulszowy i to mocno. Przed kilku laty przechorowałam na to ostro przez 5 miesięcy.Wolę teraz nie ryzykować.  Niemniej dla mnie nastrój świąteczny to rekolekcje, spowiedź etc. To jest ważniejsze. Cała ta sfera duchowa i emocjonalna. Nie komercja. Jak na razie to zabawa stroikami i pisankami. W technice decoupage robi je wspaniale moja córa.Od poniedziałku zacznę robić ostateczne zakupy, potem pieczenie,smażenie, gotowanie. Wszystko z myślą o wnukach, córkach, bo my z mężem nieco dietetycznie. I oczekiwanie na przyjazd gościa, który na każde święta zjeżdża do nas od lat. Stiv też już zjechał i pomaga ile może. A Brita? Szczęśliwa bo z nastaniem wiosny zaczęłyśmy ćwiczyć posłuszne przychodzenie do nogi. Najpierw długa 4 metrowa smycz. I trauma. Pani dała polecenie siad i czekaj a sama oddalała się na długość smyczy. Oj tego było za dużo na wytrzymałość suczki. Nie wytrzymywała i co rusz przypadała do nóg pani. Aż wreszcie rady nie było. trzeba było siedzieć i czekać. A ile radości gdy padła komenda do nogi, poparta klepnięciem o kolano. Jakby mnie znowu odzyskała. Popłoch z oczu zniknął. Kilkanaście takich ćwiczeń. Suczka wytrzymywała dzielnie. Ale zrozumiałam jaką traumę przeżyła gdy została wyrzucona z samochodu i w jednej chwili straciła właścicieli i poczucie bezpieczeństwa.Ćwiczenia były jednak potrzebne, bo wreszcie odpięta smycz aby mogła pobiegać. Znowu popłoch, przerażenie w oczach i siad. Zachęcona pobiegła ,kilkoma susami pokonując łąkę. Nie odbiegła daleko, Bała się. Do tej pory biega na spacerze spuszczana, ale bardzo mnie pilnuje. Mnie i norek nornic. Ale jest szczęśliwa i to ważne.

20:31, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 lutego 2015
Brigitte..... ale nie Bardot

Dzisiejszy poranek nastroił mnie niezwykle optymistycznie. Poranny spacer z psem to sama radość.Wprawdzie na łące, nad Dunajcem jeszcze jest bardzo dużo śniegu, ale chodzi się wygodniej bo: pługi śnieżne ubiły i zajeździły szlaki,: bo nie ma mrozu, śnieg zmiękł i już się nie ślizgałam lecz nieco zapadałam. Pies szalał.Słonko nad mglistym niebem pięknie świeciło i nieźle grzało.Kiedy jednak ten biały całun zniknie? Tyle go, że nie wiem czy do maja da radę. Ponoć idzie halniak a ten da radę.

Właśnie! Pies! Niespecjalnie lubię ludzkie imiona dla zwierząt. Miałam już doświadczenie z małym wnusiem Jakubem podczas spaceru. Dziecko miało ok.2 lat. Ja zawołałam Kubusia , który zbytnio się oddalił aby wracał do babci a parę sekund później przechodząca pani z jamniko podobnym pieskiem zawołała: Kuba do nogi. Wtedy mi raczej do śmiechu nie było. Nie odsądzam od czci i wiary tych co nadają ludzkie imiona ulubieńcom, ale swoje zdanie mam. Brigitte została wiec Britą. I tak dla psa ważna jest pierwsza sylaba jako dźwięk czy sygnał.Często do niej też mówię chmureczko. Dlaczego? Ano właśnie.Gdy do nas przybyła, była ładna, ale i troszkę pospolita. Dla mnie nieważne. Ważna była jej historia i trauma. Teraz widać jej pełną krasę.Księżniczka jest biała, na skórze posiada sporo czarnych plamek wielkości 1 gr. ale sierść jest biała całkowicie na brzuchu,dolnej części łap,czubku głowy i pysku. Natomiast na grzbiecie ma popielatą pelerynkę. Na karku dość wąską a dalej  pokrywającą boki ciała i częściowo uda oraz ogon do połowy. Od połowy jest biały. Teraz po kilku miesiącach pobytu, sierść jej urosła i to sporo i zgęstniała. Łyse placki na przegubach łap (łokciach?) zarosły gęstym meszkiem a ponadto zakrywają je kudełki z barków. Na szyi gdzie zakładana jest obroża, wprawdzie tylko na spacery, sierść jest nieco krótsza ale za to gęsta i ciemno popielata. Taka sama ciemna jest wzdłuż kręgosłupa a była jakby wypłowiała.Teraz pojawia się tam cienka linia białej sierści jakby nikła kreseczka. Ma za to jedną wspaniałą plamę na odcinku lędźwiowym ,biała w kształcie litery V. Ostra część tej litery skierowana jest ku głowie a widełki  ku nasadzie ogona. To dodaje jej niesamowitego wdzięku.Ogon nosi spuszczony do ziemi a jedynie ta biała połowa unosi się ku górze. Wprawdzie nie tworzy on chryzantemki ale jest już ładnie owłosiony. Uszy ma obrośnięte obficie meszkiem a na końcówkach długim włosem. Te uszy są wspaniałe. Każde żyje swoim życiem, niezależne od drugiego. Daje to czasem przezabawne efekty i dodaje dużo wdzięku.Tak normalnie tego dokładnie nie widać bo sierść z czubka głowy i bokobrodów to przesłania, ale Brita ma egipski makijaż oczu. Od zewnętrznych kącików oczu aż po uszy ma plamę ciemnej sierści w kształcie migdała. Z jednej strony brzeg ucha tez jest ciemny. Widać to dokładnie gdy wiatr kudełki rozwieje, uszy są podniesione i przy czesaniu. Wydaje się że ma skośne oczy. No i czy nie jest to psia Nefertiti? Przy czesaniu widać jak sierść się ładnie układa, błyszczy. Jak zgęstniała, urosła. Jest jedwabista o atlasowym połysku. Gdy kończymy czesanie i szczotkowanie Brita oczywiście jak każda kobieta układa koafiurę po swojemu, jednym energicznym otrzepaniem się. I wówczas zamiast suki mam lekką puszystą biało popielatą chmurkę, obłoczek wręcz. Niech mi kto powie po co psu takie piękne, długie, wywinięte i ciemne rzęsy? Jak u panienek psich na kreskówkach. Wiem zoolog wytłumaczyłby mi to naukowo. Sama też to wiem, ale pozazdrościć mogę? O zachowaniu mojej księżniczki innym razem, tyle tylko ,ze lubi czesanie i szczotkowanie. Szczotka w mojej ręce to sygnał żeby wskoczyć na tapczan i ułożyć się i odpowiednio i wygodnie. Uwielbia spać kółkami do góry jak mawia Stiv i zawsze wzdłuż mebla lub ściany albo oparcia tapczana.

 

 

14:25, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 lutego 2015
Jeszcze o lutym i nie tylko...

Dopiero był Sylwester a już połowa lutego.Pogoda odwilżowa, w dzień temperatury dodatnie, nocą lekki przymrozek.A co to daje? Ten lekki jeszcze niedawno śnieg na pryzmach zamienił się w ciężkie ,brudne bryły pokryte po wierzchu warstwą lodu. I zrobiło się wesolutko. Pokazało się słoneczko, jest jasno i miło. A w tej aurze wesolutko też migocą kałuże, strugi i strumyczki wypływające spod pryzm zepchniętego śniegu.Każdy przejeżdżający  samochód funduje przechodniom fontanny wody. Na łące śnieg też pokryty rano warstwą lodu,moja sunia chodzi sobie po wierzchu bezpiecznie natomiast ja zapadam się po kolana. No cóż inna waga. Na ulicach pułapki bo dno kałuż wyścielone , lodem.Możemy więc obserwować jazdę figurową na ulicach. Miłosierna aura robi więc co może i na ulicach śniegu ubywa.

|Spacery z moja sunia dostarczają emocji. Po pierwsze trzeba uważać aby nie zaliczyć upadku a po drugie chodząc po łące gdzie śniegu jest dużo,przeciera się szlaki.Czuję się czasami jak na małej Arktyce. Uwielbiam obserwować moją sukę jak lubi kopać, ryć, węszyć w śniegu. Czasem jest po co, bo czuje nornice,ale czasem wiadomo że pod spodem jest wyjeżdżona ,więc działa jej wyobraźnia. O ile pies ma wyobraźnię. Przyznam się, że gdy Brita przyjechała do nas końcem września, była zupełnie inna niż Luks i mimo wielkiej miłości do psów, miałam do niej sporo dystansu.To nie był pies, przytulijka i nie jest. To raczej pies indywidualista. Ale jestem psiara, doświadczona, wiedziałam, ze trzeba czasu. Dla mnie i dla niej. Ona musiała uporać się ze swoją traumą porzuconego brutalnie psa, ja ze swoją traumą nagłej utraty poprzedniego ulubieńca. Brakuje mi wciąż zachowań Luksa, ale odkrywam rozczulające zachowania Brity.

Ranek, wstaję, zaścielam równo tapczan, przykrywam kocem i idę pod prysznic a potem do kuchni przygotować poranną porcję leków i produkty do śniadania.Tak jest co dzień. I pewnego ranka odkrywam, ze moja sunia cichuteńko wskakuje na tapczan, na kocyk i tam na ciepłej jeszcze pościeli przeciąga się z rozkoszą, tarza i układa kółkami do góry jak mawia Stiv, na krótką drzemkę.Ona nie wie, że ja to odkryłam. Niech tam. Kocyk wypiorę, a jeśli jej to sprawia przyjemność? W nocy nie pcha się do pościeli. Po czterech miesiącach pobytu to jest już w pełni nasz domowy pies.Zanika jej nieufność. Potrafi się już przymilać i domagać pieszczot, łakoci.Doskonale wie, kiedy krzyczę na nią na serio a kiedy udaję. Rzut oka na moją twarz i ona już wie. Chyba po oczach. Gdy wie, że moja złość jest udawana ,sunia zaczyna się ze mną kłócić, na każde moje słowo odszczekuje się. Dosłownie! A w oczach ma takie wesołe iskierki.Ściśle przestrzegam godzin posiłków i spacerów i pies wie, że dostanie to co mu się należy.Gdy więc widzi że ubieram się spacerowo , już czeka przy smyczy i zaczyna się psi taniec radości. W porze posiłku czeka przy misce aż pani po nią przyjdzie( po miskę). A  gdy jedzenie okazało się szczególnie smakowite, miska wędruje po całym przedpokoju a ile hałasu przy tym? Już nie poleguje Brita ciągle na swoim strategicznym fotelu. To fotel w przedpokoju, a którego pies ma widok na całe mieszkanie i widok na kuchnię w odbiciu w lustrze.Brita jest kolejnym psem który uwielbia tam siadywać.Teraz suka asystuje mi przy pracach domowym a w szczególności w kuchni. Jest wszystkiego ciekawa.Potrafi domagać się pieszczot, zabawy.Pokazuje, że chce być np. czesana. Zaczepia mnie i pokazuje koszyk ze szczotkami. Uwielbia szczotkowanie. wskazuje na tapczan, układa się wygodnie i czeka. Zaczepia mnie do zabawy, szczypie, podgryza.Uwielbia takie zabawy.Zmieniła też wygląd. Ma półdługie, falujące kudełki ,nabrały lśniącej barwy, przyciemniały nieco.Wyładniała. Zmienia się coraz bardziej.Chwyciła nas całkowicie za serce.

21:20, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 lutego 2015
Taak, mamy więc luty...

Zimy poprzednich kilku lat rozpieściły nas. Ba! prawie rozbestwiły. Luty obiecywał przedwczesną wiosnę,już tęskniliśmy za zielenią, kwiatami.A potem marzec straszył pluchą, czasem kwiecień zasmucał nas mokrym śniegiem. A lato okazywało się jakieś nijakie i komary cięły jak opętane a ślimaki mnożyły się jak króliki. Ten luty pokazuje czym jest zima. Wprawdzie nie zafundował nam trzaskających mrozów, ale śniegu nie poskąpił.Bo dla nas tu na Podhalu temperatury w granicach -1 do -10* to są prawie ciepłe. Bywały i takie do -30* właśnie w styczniu ,lutym.W tym roku bardziej we znaki dają się częste wiatry. w takim porwistym wietrze nawet -1* daje przemarznięcie a czasem i odmrożenia. Sypie już trzeci dzień a zapowiadali już koniec tego dobrego. Rano brnęłam już w śniegu po kolana z moja suką. Po moje kolana jeśli chodzi o ścisłość. Suka się wycwaniła i postanowiła iść po moich śladach, depcząc mi po piętach. W końcu od czego jest pani ? Od tego aby o psa dbać i ułatwiać mu życie. Chodzimy na długiej smyczy, bo puszczanie całkiem wolno jeszcze nie jest wskazane, Taki kopny śnieg to pyszna zabawa, można ryć, kopać, węszyć.Ale dzisiaj i pies miał już dość po chwili. Brnęła w tunelu, nie widząc horyzontu.A jeszcze do kudełków poprzyczepiały się kulki śniegu jako zimny balast utrudniający poruszanie. Ja też miałam dość. Odzywa się mój nerw kulszowy, boję się aby to nie skończyło się długotrwałą chorobą. Już tak miałam, pół roku z głowy. Dzisiaj też niezbyt łaskawym okiem patrzę na padający śnieg, ponure widoki za oknem, bez słonka. Dlaczego? Bo nasze służby miejskie uważają, ze utrzymanie zimowe dróg polega na zepchnięciu śniegu z jezdni i z chodników ale gdzie?A na obrzeża. I niech się tam stopi.Nikomu do głowy nie wpadnie, że ludzie przechodzą przez jezdnię od czasu do czasu. Na głównych ulicach są wyznaczone przejścia, chociaż i one gorliwie nie są sprzątane. Ale na innych, odległych od centrum nikt tego nie usuwa.Chcąc przejść na drugą stronę trzeba pokonać zwały śniegu sięgające bioder. Muszą to robić dzieci idące do szkoły - zanim dotrze na miejsce  ma całe ubranie i buty mokre -, muszą to pokonywać dorośli i osoby starsze wspomagające się się laską albo kulą, muszą to pokonywać kobiety ciężarne lub z małym dzieckiem. Nie jest to bezpieczne. Taki zwał jest niestabilny, osypuje się, często w spodzie zalodzony. To tak jakbyś szedł przez ruchome piaski. O wypadek nie trudno. Dziś z psem pokonywałam aż cztery takie przejścia. Najgorsze jest zejście na jezdnię. Koszmar. Ale za urzędniczym biurkiem tego nie widać i tego się nie czuje. Większość urzędników porusza się samochodem a jezdnie są przecież odśnieżane. I nikt nie dostrzega że pługopiaskarka spycha śnieg na rzadziej uczęszczane chodniki czy przejścia.A przegoniłabym odpowiedzialnych panów piechotą po mieście, obowiązkowe zwiedzanie miasta po różnych zakamarkach i osiedlach. Obowiązkowe pokonywanie przeszkód śnieżnych.Zimowy spacer po parku, skwerku czy nawet łące nad Dunajcem to może być przyjemne i romantyczne.I owszem. Ale konieczność pokazania się w mieście aby zrobić zakupy, czy załatwić coś w urzędach czy przychodni, to już marsz z przeszkodami i to zagrażającymi zdrowiu. A gdy już dojdzie do nieszczęścia to z odszkodowaniem na leczenie jest problem i korowody. Przerabiałam to pięć lat temu. Mój mąż przewrócił się (był styczeń) i złamał kość udową. Długo trwało zanim różne instytucje i ubezpieczyciel doszli do wniosku kto właściwie zaniedbał uprzątnięcia śniegu na konkretnej ulicy. Kto ponosi winę i kogo obciążyć kosztami odszkodowania. Tak więc zima i luty owszem ale nie w mieście. Nie przy niedbałych władzach.

A stare porzekadło mówiło, że gdy na Gromniczną jest pogoda słoneczna i mroźna to niedźwiedź gawrę rozwala(będzie krótka zima ) a gdy pogoda odwilżowa, jest ciepło,prawie wiosna to niedźwiedź gawrę poprawia. W tym roku u nas był lekki mrozik i opady. Co zaś to oznacza? Na mój dusiu nie wiem!

11:08, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32