darmowy hosting obrazków
Kategorie: Wszystkie | Ogólne | działkowe | moje robótki
RSS
piątek, 29 maja 2015
Odpowiadam

Ten wpis będzie rodzajem odpowiedzi na komentarze pod moim ostatnim o tragedii.

Pomijam kwestię co dla kogo jest tragedią. Szkoda czasu i atłasu na to. Czy mam talent do pisania? Nie wiem. Piszę to co mi w duszy gra. Mieszkam z mężem i jesteśmy -przez jego chorobę i duży niedosłuch -skazani na wspólne milczenie, poza codziennymi rutynowymi odezwaniami, popartymi czasem gestykulacją. Nauczyłam się mówić do niego tak aby czytał z ust. Alzheimer jednak zabiera mu zdolności mentalne i rozumienie tychże słów, dlatego porozmawiać już raczej nie mam z kim w domu. Czasem gadamy sobie z moją sunią. To znaczy ja do niej mówię czule, że jest skudloną wiedźmą, rozkapryszoną bo nie chce jeść, a ona mi czule odszczekuje. Nie wiem może też mi troszkę ubliża. Dlatego to co chciałabym powiedzieć przelewam na papier albo na komputer. Ale do rzeczy.

Dlaczego uważam zdarzenie o którym pisałam za dramat? Dlaczego z emocjami? Bo to co się zdarzyło może każdego z nas mieszkańców blokowiska spotkać. Dziś już my mieszkańcy więcej wiemy i to co wiemy budzi niepokój. Dwoje starszych ludzi zamawia gaz. Butla przywieziona i podłączona jest jakaś niepewna, ulatuje gaz, więc pan domu dzwoni do firmy i żąda sprawdzenia. Jest nowa butla, wymieniona, dobra. Za monterem zamykają się drzwi, schodzi po schodach, i nagle huk! Z mieszkania wypadają drzwi, jest ogień. To nie butla wybuchła. To nastąpił zapłon gazu nagromadzonego w mieszkaniu a raczej w jednym pomieszczeniu. Na zdjęciach widać brak całej ściany z oknami, ściany od pokoju. Prawdopodobnie mieszkanie było wietrzone ale nie całkiem wywietrzone i zbyt wcześnie zapalono zapałkę pod kuchenką. Tak to jest z tymi butlami. Gdy ulatnia się gaz mieszkanie musi być co najmniej wietrzone przez 30-40 min. i to ciągiem powietrza(przeciąg), zanim zapali się płomień. Stężenie wysokie gazu i mała dawka tlenu są jak dynamit. Właściciele mieszkania walczą o życie. Monter ucierpiał, bo natychmiast wrócił do mieszkania aby udzielić pomocy. Wpadł w ogień ratując ludzi. Z mieszkania jest ruina. Sprzęty popalone, podtopione ogniem i wodą , strażacy wywalali przez dziurę w murze. Cały dobytek. Ucierpiały i mieszkania obok, ale w mniejszym stopniu, aczkolwiek straty materialne są duże. Mogłabym jeszcze opisać ratowanie dzieci z sąsiednich mieszkań, które ucierpiały od toksycznego dymu. Były podawane przez balkony mieszkań z sąsiednich klatek pod opiekę lekarzy. Byli gapie ale też i ludzie,sąsiedzi którzy z narażeniem życia ratowali innych.

Napisałam, że każdego z nas mieszkańców bloków może to spotkać. Te bloki były budowane w latach 70 ub. wieku. Pierwsze z nich miały początkowo rezerwę techniczną do poprowadzenia sieci gazowej gazu ziemnego. A te późniejsze, między innymi mój blok i bloki osiedla córki, już niestety nie. Przewodów kominowych też nie mają. I tak od 45 lat korzystam z butli gazowej. W ciągu tych lat, do miasta poprowadzono gaz ziemny. Tak oto, stare budownictwo, stare kamienice, domy mają gaz ziemny doprowadzony .Nowe osiedla nie! I nie mają takiej możliwości. Nowe osiedla mają butle gazowe. Voila! Nie ma możliwości technicznych. Nie spełniają norm. Kłania się era gierkowska. Dlatego to co się stało tak nas poruszyło.



10:00, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 maja 2015
Dramat w Nowym Targu

Chciałam dzisiaj opisać przygodę mojej suki Brity. Chciałam. Jednak inne zdarzenie zajęło pierwsze miejsce w moich myślach i emocjach.

 

Wczesnym popołudniem usłyszałam syreny samochodów ratowniczych. Dużo sygnałów naraz i stosunkowo blisko. Aura na dworze zimna, mokra, a więc coś na drodze, jakiś karambol?

Zadzwoniła moja córka; która tym razem wyręczyła mnie na spacerze z suką jako, że ja już drugi tydzień walczę z zapaleniem ścięgna Achillesa; z wiadomością, że jest jakiś duży pożar na sąsiednim osiedlu. Tam gdzie ona ma swoje mieszkanie. Nie było i córki, i psa ponad godzinę. Zaniepokoiłam się. Cóż się to stało? Podczas spaceru dowiedziała się ,że w bloku wybuchła butla z gazem. W mieszkaniu położonym identycznie jak jej. Poleciała tam. Nie, to nie jej blok ucierpiał ale jeden z dwu następnych. Rzeczywiście doszło do wybuchu butli gazowej. W mieszkaniu identycznym jak jej. W dużym pokoju ściana całkowicie wyleciała na zewnątrz, mieszkanie jak ruina. Sąsiednie również. W mieszkaniu powyżej zapadła się podłoga. Tam wołała o pomoc uwięziona kobieta. Sąsiednie mieszkania również ucierpiały. Skoro wybuch to i pożar. Gaszenie ognia to też zalewanie innych mieszkań. Tak bardzo ogólnikowo wyglądają straty materialne. Ale ludzie? Otóż butla wybuchła w trakcie wymiany. A robił to pracownik firmy. Oczywiście ucierpiał i to mocno. Jest poparzony. Stan właścicieli mieszkania jest ciężki. Potrzebna była reanimacja i to długa. Na ten moment mówi się o dwunastu osobach, które ucierpiały i potrzebowały pomocy lekarskiej. Nadzór budowlany w tej chwili sprawdza, które z mieszkań trzeba będzie bezwarunkowo opuścić. A więc kilka rodzin z małymi dziećmi czekają na ocenę i przydział jakiegoś lokum na noc. A jest zimno i mokro. Opady ciągłe.

Kilkadziesiąt lat temu, byłam przy takiej katastrofie. Butla zdmuchnęła całe piętro. Też tu w Nowym Targu.

Widziałam co się działo, mąż pracował w Spółdzielni Mieszkaniowej. Był zajęty przez 36 godzin bez przerwy. Zabezpieczając mieszkania, które ucierpiały. Wiem jak to makabrycznie wygląda. Dlaczego o tym piszę? Nie dla sensacji. Raczej z bólem i przykrością. Przejrzałam lokalne portale i zawarte wiadomości. Komentarze również. Nawet na wp.pl. Ludzie przeżywają dramat, nie wiedzą co dalej, poniosą straty, bo i złodzieje mogą się tu pojawić. Zanim wrócą do normalności, pokonają szok , dużo wody upłynie. A inni robią sobie z tego szopki i pośmiewisko. Taki głupawy rechot internetowy. Piszą durnawe komentarze aby tylko zaistnieć, popisać się. Czym? Już nawet nie głupotą ale jakimś kabotyństwem, nawiązując niby do wyborów. Co ma piernik do wiatraka? Gdy byłam nastolatką uczono mnie, że jak nie masz nic istotnego do powiedzenia to milcz i słuchaj. Rzeczywiście tak jest lepiej, bo przynajmniej własną głupotę można trzymać w ukryciu. Jakie pokolenie wychowaliśmy? Jakieś istoty pozbawione całkowicie empatii? Bez uczuć takich jak współczucie, zrozumienie? Przecież wystarczy tylko postawić siebie w roli poszkodowanego, by wyobrazić sobie co on czuje. Są też inni, młody chłopak wracający ze szkoły, który zgłasza się do pomocy ze słowami; jestem po wolontariacie ,jak mogę pomóc? A trzeba tylko podać ciepły napój, otulić kocem. Może pomóc nieść bagaż albo dziecko. Tylko tyle i aż tyle. Kogo jest więcej? Tych troglodytów siedzących w ciepełku przy klawiaturze i popisujących się małym móżdżkiem i kamiennym sercem, czy tych wrażliwych?

Do kogo będzie należeć przyszłość?



18:48, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (5) »
wtorek, 12 maja 2015
Udało mi się

 

Chcę powitać ten piękny majowy poranek. Wczorajszy wieczór raczej nie zapowiadał tyle dzisiejszego piękna a nawet ciepełka. Brrrr! To nie był chłód – wczoraj. To było zimno. No cóż zaczynają panowanie „zimni ogrodnicy”, wkrótce „mroźna Zośka” ,a jakby nie było w pobliskich Tatrach wciąż dużo śniegu. A dziś? Pięknie, w słońcu ciepło a od południowego horyzontu na tle bezchmurnego ,niebieskiego nieba ,szczyty ośnieżonych ,połyskujących gór. Gdyby to przekazać na płótno, okrzyknięto by taki obraz kiczem. A w naturze nic nie jest kiczem. W taki poranek brnęłam w zroszonej , świeżej trawie z moja suką na spacer. Pies szczęśliwy w kilku susach pokonał łąkę, zmieniając się szybko z kudłatego, puchatego zwierzaka w zwykłego podwórzowego kundlowego Burka w łaty. Mokra trawa przemoczyła sukę doszczętnie, kudły oblepiły tułów i łapy i cała jej rasowa krasa znikła. Ale za to pyszczysko się śmiało szczęśliwe. I tak trzymać! Psina podjadła trawy, pozałatwiała co miała załatwić, przybiegła do pani, usiadła i czekała na zapięcie smyczy. Teraz już grzecznie poszłyśmy sobie wolniutko brzegiem Dunajca. Później będzie jeszcze miała chwilę na pobieganie wolno, a tymczasem? Oczom nie wierzyłam. Nad nami nad wodę poszybował bocian. Nic nowego. Tu w pobliżu lotniska na podmokłych łąkach bociany są czymś normalnym. Ten jednak wydawał się jakiś inny. Może dlatego, że patrzyłam pod słońce? Usiadł na kamieniach

przybrzeżnych. Ten bocian był inny, był czarny! Tu do tej pory nie widziałam wolno czarnego bociana. Inny niż w wolierze w Zoo. Rosły, zdrowe błyszczące pióra, czerń i ciemny brąz. Zdrowy okaz. Piękny! Dumny! Nie tak dawno o 6;00 spotkałam nad Dunajcem czaplę siwą, dziś czarnego bociana. W pobliżu osiedla. Mewy rzeczne i kaczki to już normalka. Czyli Dunajec się oczyszcza. A pobliskie Jezioro Czorsztyńskie wabi do siebie ptactwo. Od nas do jeziora w linii lotniczej to zaledwie parę kilometrów. Dla ptaka żadna odległość. I jak tu się nie cieszyć. Obyśmy tylko my ludzie tego nie zmarnowali. Święty Franciszku pomóż.

Wczoraj byłam zmuszona odbyć wyprawę do centrum miasta, czyli do Rynku. Do Urzędu Skarbowego,niejako służbowo bo w sprawie ogrodu działkowego. Rzadko tam chodzę – do Rynku – bo bliżej tu mam sklepy których potrzebuję, supermarkety, apteki, przychodnie. Oszczędzam nogi. Ale czasem trzeba, na szczęście jest komunikacja miejska. Zatem skoro już zrobiłam wyprawę, to postanowiłam poszperać w znanych mi sklepach za sprężyną i innymi drobiazgami kuchennymi. Znalazłam mały sklepik metalowy ,taki nieco starej daty, siermiężny, gdzie były metalowe :szwarc,mydło i powidło. I znalazłam tam sprężyny. Różne. Taką nadającą się do podkaszarki również. Nie jest oryginalna wprawdzie, ale kosić już mogę. Hurrra!

Uczynny ,młody sąsiad pomógł mi zamontować drabinki pod pnącą różę. A więc i to mi się udało. Zaniedbana róża, którą mam z odzysku jest przycięta, podwiązana. Mini ogródek pod balkonem uporządkowany, skoszony, podkoszony. Za kilka dni będzie pielenie i dosadzenie sadzonek. Ranek zaczął się radośnie. No czy nie udało mi się?



11:06, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 maja 2015
Mam

Tak mam. Mam nowego laptopa a może nowy laptop? I mam sporo perturbacji. Bo to nowe jest jakieś takie za nowe. Jestem dość nowoczesną babcią jeśli chodzi o nowinki techniczne, ale też i konserwatywną. Bo to co stare, to już poukładane , oswojone i jakieś takie bezpieczne, a nowe? Trochę straszne. Trzeba się tego i owego nauczyć, przyzwyczaić, opanować, rozeznać. Nowy windows – same klocki a w głowie też klocki lego. Gdzie szukać zakładek? Jak wybierać ulubione strony, do czego służą te, których dotąd nie było? Itd. itd. Klocki na ekranie wprawiały mnie w oszołomienie a natrętne reklamy we wściekłość. Wgrałam sobie moją poczciwą mozillę i awast Jakoś mi to znormalniało i teraz sprawdzam po kolei gdzie co jest z tych rzeczy mi przydatnych.

Program biurowy ,odpowiedni do moich potrzeb też już mam, więc póki co mam to co trzeba najważniejszego. Skypa też już mam. Kamerkę toże! A teraz czeka mnie codzienne robienie koafiury aby swoim wyglądem nie straszyć rozmówców? Nie dość że stara, to jeszcze rozczochrana? No tak, babcia kokietka a miała być hobbystka. Jeśli chodzi o to moje komputerowe ustrojstwo, z jednej rzeczy nie jestem rada. Mój kolega przesyła mi czasem zabawne a czasem poważne czy ciekawe prezentacje pps. Na starym kompie otwierałam to przez media player a na nowym otworzyć tego nie mogę za chińskiego boga .Nie wiem co zrobić ani jak to zrobić aby się to otwierało. Aktualnie mam w poczcie przesyłkę z malarstwem surrealistycznym, ciekawe pozycje i co? Mogę obejść się smakiem. Może mój wnusio, niezawodna pomoc, bo chodzi do klasy informatycznej (ale dopiero I rok) coś poradzi albo popyta nauczyciela. Teraz doradzał mi jakie parametry są ważne ,jeśli będę kupować nowy, odpowiedni dla mnie sprzęt. Informatyka to jego pasja, więc chłonie tę wiedzę. A dzięki temu, że staje się instruktorem i doradcą babci i rozmowy są partnerskie nasz kontakt staje się bliższy. I dobrze, cieszę się. Chłopiec jest dość poukładany aczkolwiek czasem wisusuje nieco, tyle że w granicach przyzwoitych, tak odpowiednio do wieku, nie budząc obaw.

Co jeszcze mam? Działkę, która wzbudza moje wyrzuty sumienia, bo zbyt dużo sił dla niej nie mam. Teraz po niedzieli pojadę ją skosić, w uprawy wielkie już nie będę się bawić, ale zieloną trawkę jakoś utrzymam. Zresztą nie wiadomo co z nią dalej, bo są zawirowania prawne i część mają zabierać. Acha! Mam jeszcze podkaszarkę, która miała sprężynę pod głowicą – wiadomo. Ale już nie ma. Przy ostatnim koszeniu sprężynka sobie pofrunęła w świat. Prędzej igłę w sianie znalazłabym. I tak do jesieni gdzieś tam w trawie będzie sobie leżeć albo na jakimś krzaczku wisieć. Samej sprężyny dokupić nijak nie można, prędzej całą głowicę, ale i o to trudno bo podobno jakaś nietypowa, takich już nie ma. Czyli mam podkaszarkę i nie mam,bo muszę albo nową kupić (przez jedną sprężynę !!!) albo się bez niej obyć. Jeszcze pozostaje sierp. Może gdzie na wsi taki znajdę. Ludzie! Dwudziesty pierwszy wiek, z laptopem sobie od biedy radzę a z prostym sprzętem nie . Głupiej sprężyny luzem w handlu nie uświadczy. A pewnie! Na takich detalach obrotu się nie zrobi przecież. To jest właśnie XXI wiek. A ja nieświadoma tego.

No więc mam uroczą kudłatą sunię, mam za oknem maj z rozbuchaną zielenią, nieco pokropną pogodę, zapach młodych topoli i kwitnących drzew. Wobec tego idziemy na spacer, rozruszać łapki i moje bolące kolano. Miłej niedzieli!



15:32, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 kwietnia 2015
Kim jestem?

Ten  wpis to odpowiedź na niektóre komentarze, które zresztą traktuję z uśmiechem i przymrużeniem oka. Nie powiem ,łechcą mile moje ego, ale nie dam się zwariować. Nie w moim wieku. Kim jestem ? Starszą, nieco leciwą panią, która teraz zmaga się z  leciwym i dogorywającym komputerem. Może uda mi się ten wpis ukończyć szczęśliwie.  Nie jestem pisarzem, z zawodu jestem  a raczej byłam księgową. Może więc pisząc różne  analizy nabrałam wprawy?

A tak na serio: Należę do pokolenia, które wychowało się na książkach. Były to egzemplarze może nieco siermiężnie wydawane, na gazetowym papierze, ale były tanie. Telewizji jeszcze w Polsce nie znano, luksus objawiał się w różnych większych, reprezentacyjnych radioodbiornikach lub radiolach. Przeciętny obywatel miał zwykły radioodbiornik. Zdarzały się słuchowiska dla dzieci i młodzieży, które uwielbiałam. Książka była jednak podstawową rozrywką intelektualną no i kino. Kino jednak było dla dorosłych i bilety trzeba było raczej odstać w długaśnej kolejce. W moim domu książka królowała. Rodzice, ludzie wykształceni, oczytani , dbali aby w domu były wartościowe książki i odpowiednie dla  każdego . Uwzględniano więc  wiek dziecka przy doborze lektury. Uwielbiałam wieczory, gdy siedzieliśmy wspólnie w pokoju, każdy nad swoją książką. Dzięki temu miałam i myślę ,że mam bogate słownictwo, łatwość wypowiedzi.  Czytanie na pewno przyczyniło się do tego, że nie robiłam i dotąd nie robię błędów ortograficznych. Mam pamięć wzrokową. Myślę też, że wiele zawdzięczam lekcjom języka polskiego. Sporo było w programie ćwiczeń gramatycznych i ortograficznych a uczyli mnie dobrzy poloniści, jeszcze przedwojenni,   ci którzy się ostali po wojnie i których reżim stalinowski nie zniszczył. Nie piłowali nas ,ale nauczali. Uczyli też szacunku dla języka ojczystego i dla książek.  Nieraz wówczas słyszałam, że szacunek dla języka ojczystego i jego znajomość to przejaw patriotyzmu.Zdarzały się też lekcje, gdy pani od polskiego czytała nam jakąś lekturę. Cisza była jak makiem zasiał.

Żeby jednak nie było za słodko to przyznam się, ze miałam i mam problemy z interpunkcją i stylem. Polonistka w szkole średniej włosy z głowy rwała. Interpunkcję stosowałam wg własnego widzi mi się i tak mi zostało. I nagminnie stosowałam szyk przestawny w zdaniach co też wpływało ujemnie na jej (polonistki) zdrowie. 

I jeszcze ! moje rzadkie wpisy to wina szwankującego komputera. Na nowy muszę poczekać, bo wiąże się to z napływem gotówki.



23:28, babcia.65 , Ogólne
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32