darmowy hosting obrazków
Blog > Komentarze do wpisu
Tak trochę o sobie

Czasami wydaje mi się, że moich wpisów nikt nie czyta. Wiszą sobie spokojnie, starzeją się jak piernik a potem nagle sypną komentarzami. To że piszę rzadko ,nie oznacza zniechęcenia, czy chęci zamknięcia bloga. Czasami tyle się dzieje w sferze emocjonalnej, że muszę dać sobie czas, nabrać dystansu aby to czy owo napisać. Nie sztuka pisać w euforii czy w momencie załamania. Pisze się bzdury, na emocjach a potem żałuje lub wstydzi. Takie pisanie to jednak do szuflady dobre. A jeśli coś idzie na zewnątrz to warto to przemyśleć.

Nie jest mi ostatnio zbyt łatwo. Początek wakacji, ludzie wyjeżdżają, odpoczywają, zmieniają otoczenie. A ja zakotwiczona. Choroba męża mnie trzyma to raz. Nawet gdybym zorganizowała opiekę na kilka dni, to dla męża byłaby jednak trauma. Jak dla dziecka, gdy mama znika. Zaburzyłoby jego poczucie bezpieczeństwa. Z mężem wyjazd dalej raczej nie wchodzi w rachubę.

A i odpoczynek dla mnie też żaden. Ale nie chodzi tylko o to.

Od dwóch miesięcy borykam się z potwornymi dolegliwościami nóg. A zwłaszcza jednej. Kolano, kolanem ale doczepiło się jakieś świństwo do pięty. I nie jest to ostroga o nie! Dolegliwość nasilała się aż na dobre uniemożliwia normalne chodzenie, i to coraz bardziej. Nie miałam wątpliwości to coś z przyczepem ścięgna Achillesa. Lekarz potwierdził stan zapalny. Zabiegi! A i owszem. To że sprawa się zaostrza to normalne, zabiegi działają bodźcowo, stymulujaco, jest reakcja. Ale ja chodzić nie mogę i nie powinnam za dużo. A dzisiaj usłyszałam, że mikrourazy – może nawet niezauważalne przy chorym kolanie - powodują stan zapalny i tzw. przebudowę przyczepu ścięgna. Ja tego nie widzę ale pan magister stwierdził, że obrzęk jest brzydki, jest naciek i rehabilitacja długa. Mam uważać ,nie przeciążać nogi i zamiast laski wziąć kule aby nie obciążać nogi całym ciężarem. Sama na to wpadłam wcześniej ,kule zmniejszają ból ale pies na smyczy i kule? Trzy razy dziennie najmniej? A zakupy z wózeczkiem i kule? A wciąganie ciężkiego wózka na II piętro i kule? Jakoś to muszę rozwiązać. Sama! Jak nie wiem jeszcze. Rodzina? A tak ,tak, jest ale zapracowani i chyba nie zdający sobie sprawy z powagi sytuacji. Pomoc sporadyczna a i owszem, ale że tu już trzeba coś na stałe wymyślić to raczej do głowy nie wpada. Mam nawet wrażenie, że troszkę to jest obojętne, bo są przecież inne problemy. Zawsze , nawet jak ponarzekałam to jednak jakoś sobie radziłam i trzymałam się, więc i teraz pewnie dam sobie radę. Tylko że już nie te lata i nie te oczy, jeśli o mnie chodzi. Moja zaradność i hart ducha też ma pewne granice. W tym roku na działce byłam tylko raz, w maju. Zawiózł mnie samochodem Steven jak był. Nie poznałam ogrodu, bo to był i jest busz. Zarośnięty i nie koszony. Serce mnie zabolało. Teraz mi jest obojętne bo i cóż zrobię? Nawet jak od przystanku dojdę na samą działkę, to koszenie dla mnie jest niemożliwe no a powrót do domu? Chyba metodą czołgania się po szosie. Młodzież rodzinna ma to w głębokim poważaniu. Zastanawiam się gdzie popełniłam błąd. A skoro go popełniłam, to muszę swoją czarę goryczy wypić. Pomoc na teraz mi jest potrzebna. Mam nadzieję że nie na stałe w pełnym zakresie, ale właśnie przy zakupach, czasem przy domowych pracach gdy trzeba coś w wyższych partiach zrobić, czasem tylko mi towarzyszyć aby mnie asekurować. Czy ją znajdę? Nie wiem, może są jacyś wolontariusze. Zobaczę.

 

 

 

 

 

 

 



środa, 01 lipca 2015, babcia.65

Polecane wpisy

  • Burza, pies, drzewo genealogiczne

    Mamy falę upałów. Już drugą. Żyć się da albo wczesnym rankiem albo późnym wieczorem. Chociaż nawet po zachodzie słońca bywa niesamowicie duszno. Już teraz wiem

  • Zabiegi

    Jak wiele zależy od nas ludzi, od podejścia do zagadnienia głównego, do pewnych uzupełnień głównego celu..... Zaraz ,zaraz niby wiem co mam napisać a sama nie r

  • Odpowiadam

    Ten wpis będzie rodzajem odpowiedzi na komentarze pod moim ostatnim o tragedii. Pomijam kwestię co dla kogo jest tragedią. Szkoda czasu i atłasu na to. Czy mam

Komentarze
2015/07/01 08:28:25
Kiedy chodziłam o dwóch kulach, psa przytraczałam do pasa
i mnie ciągnął.
O jednej kuli i wózek, to jakby o kulach dwóch.
Wózek, to też niezła podpora, jak kula na kółku.
Mam dwóch chorych w domu, to wiem jak to jest.
z tego powodu również wczasy odpadają
Wytaszczyć zakupy ma jeszcze kto, ale już w kuchni pomocy nie mam.
Z powodu utraty zdrowia, działki się pozbyliśmy.
Warto też na zabiegi pochodzić, robić co konieczne,
wolontariat jakiś też by się przydał.
Pozdrawiam serdecznie i zdrowia życzę.
-
Gość: , 212.244.210.*
2015/07/01 08:42:26
irsila! działki i ja sie pozbędę, ale mogę to zrobić po zakończniu sezonu. Psa do pasa trochę się boję, suka jest nieco neurotyczna i czasem byle co zrywa ją nagle do biegu, jest to pies po przejsciach. Nad wózkiem się zastanawiam ,ale dopóki pusty to wsparcia nie da, z wózkiem na hali po supermarkecie też nie wolno. W domu daję jakoś radę, po prostu większość prac jest na siedząco.Dzięki za rady.
-
2015/07/01 09:06:33
Do supermaketów nie jeżdżę, za dużo chodzenia.
Na szczęście sklepy spożywcze mam blisko
a jeśli już tam jestem, to biorę wózek na kółkach i się wspieram.
Mnie przeraziła starość i niemoc.
Inne miałam co do niej plany ale życie je zweryfikowało, boleśnie.
-
2015/07/01 14:51:15
Współczuję i rozumiem. Też przechodzę teraz piekło zabiegów na żyłach. A mąż (bezrobotny od 7 lat) zabrał tyłek w troki i pojechał do sanatorium "bo ma prawo". Jestem sama z niepełnosprawnym synem . Nasze, starszych już matek błędy, zaczęły się , gdy brałyśmy na siebie wszystkie problemy naszych dzieci, mężów, w moim przypadku również rodziców i teściów. O takich jak ja i Ty mówiło się, że przecież zawsze sobie dajemy radę, że jesteśmy nie do zdarcia. No to i teraz powinnyśmy. I zdziwienie, że jednak nie, że matka do niedawna biegająca, teraz 15 minut schodzi z pierwszego piętra. Że na działce tylko byliny i krzewy, że nie ma swoich ogóreczków, pomidorów i w ogóle zaniedbana jakaś. Życzę Ci sił i pisz częściej :) Bożena
-
2015/07/02 01:34:01
Przepraszam, że się wtrącam,
ale to dlatego, że znam wielu ludzi,
którzy przez działkę zdrowie stracili.
A tak w ogóle, trochę Cię babuniu poczytałam, świetnie piszesz.
Będę zaglądać.