darmowy hosting obrazków
Blog > Komentarze do wpisu
Myślę sobie....

Myślę, więc jestem! Tak to prawda jestem. Jeszcze. I dzięki Bogu, widocznie jeszcze mam coś do zrobienia na tym ziemskim padole.

Od pewnego czasu nie lubię zimy. Chociaż nie, to nie tak. Nie lubię utrudnień jakie ona niesie.Nogi już nie takie, oczy też zaczynają szwankować, poczucie równowagi również, a tu trzeba wkładać warstwy odzieży na siebie, buciory, czapkę a jeszcze do tego wypada założyć szalik i rękawice. Koszmar. I w taki umundurowaniu maszeruję do sklepu po grubsze zakupy, aby nie gonić codziennie np. po chleb czy mleko. Wychodzę zgrzana, zmachana, ciągnę pełny zakupów wózeczek, wciągam po schodach na II piętro. Dobra zaprawa i trening?

Ale, ale. Zanim będę pisać dalej, przyznam się, ze miałam wątpliwości co do dalszego prowadzenia bloga. Miało być hobby a tymczasem wena do robótek mnie na jakiś czas opuściła. O czym pisać? O codzienności, być monotematyczną na tema nowego psa?. Blog to jednak rodzaj pamiętnika, dlaczego więc nie pisać o tym co niesie codzienność i w duszy gra? Jeśli ktoś uzna mnie za monotematyczną to trudno.

Wracając do nielubianej przeze mnie zimy. Bo tak ogólnie to zimne powietrze skrzące się w słońcu, skrzypiący pod butami śnieg, budzą mój zachwyt. Byle to nie było pod koniec marca lub w kwietniu. A jak na babcię to i tak zbytnio się nie opatulam. Przy temperaturach powyżej -10 nie widzę powodu aby to robić. Poranne i wieczorne spacery z psem pomagają zdrowotnie.Zahartowałam się,, mam trochę ruchu, co pomaga mi usprawniać się ruchowo.Niestety na moje kolana bardzo liczyć nie mogę ale się nie poddaję. Im więcej ruchu w rozsądnych granicach oczywiście ,tym dłużej utrzymam jaką taką sprawność.Muszę ją utrzymać ,bo opiekuję się chorym mężem i wszystkie jego obowiązki przejęłam. Choroba postępuje i będzie postępować niestety. Takie jest jej oblicze. Myślę jednak, ze Opatrzność nie pozostawiła mnie samej sobie. Pól roku temu na naszej drodze stanął człowiek potrzebujący pomocy. Potrzebujący  rodziny zastępczej. Dorosły wprawdzie, samodzielny ale emocjonalnie posypany, zagubiony. Znałam go jako małego chłopca, znałam rodziców. Pisałam o tym. Aby łatwiej było o nim pisać nazwę go Stiv. Tak jak napisałam Stiv potrzebował  więzi z rodziną, tego aby mieć kogoś dla kogo będzie ważny, komu okaże serce, troskę i kto  będzie się o niego  troszczył. Ważne aby miał się do kogo odezwać,  podzielić  swoimi radościami i kłopotami. Stiv ma taki rodzaj pracy, że przez kilka tygodni jeździ na trasach zagranicznych i na dwa tygodnie wraca. W połowie grudnia Stiv zjechał na Święta. W domu był przez półtora miesiąca..Przygotowania do Świat akie wspólne i same Święta były miłe i wspaniałe. Stiv po dłuższym czasie znowu miał rodzinne Święta, miłą atmosferę. Stiv jest u nas na warunkach domownika jak syn. I tak się zachowuje. Ja mam pomoc w różnych drobnych naprawach i pracach domowych. Doczekałam się też lekkiego przemeblowania pokoju. A trzeba wiedzieć, ze monotonia mnie nuży  i marzyła mi się już zmiana jakaś. Jest dla mnie synem, martwię się o niego gdy jest z dala od domu. Gdy jest, mam z kim pogadać, podyskutować a nawet powspominać. A teraz jest w domu cicho, spokojnie i pusto. Odliczam dni, oczekując powrotu. Czasem sobie pogadamy króciutko przez telefon. Ciągły kontakt ma oczywiście z córkami, są w tym samym wieku, więc wspomnienia szkolne, wspólni znajomi etc. Stiv odżył. Przeżył z nami pooperacyjną rekonwalescencję, chorobę psa, kłopoty ze zdrowiem męża. Jednym słowem jak w rodzinie.

wtorek, 03 lutego 2015, babcia.65

Polecane wpisy

  • Burza, pies, drzewo genealogiczne

    Mamy falę upałów. Już drugą. Żyć się da albo wczesnym rankiem albo późnym wieczorem. Chociaż nawet po zachodzie słońca bywa niesamowicie duszno. Już teraz wiem

  • Zabiegi

    Jak wiele zależy od nas ludzi, od podejścia do zagadnienia głównego, do pewnych uzupełnień głównego celu..... Zaraz ,zaraz niby wiem co mam napisać a sama nie r

  • Odpowiedź

    Czytam sobie komentarze do ostatniego wpisu i jeden wg mnie trafił w sedno. Atojaxxl ma rację. Zawsze byłyśmy zwarte i gotowe, zawsze na każde skinienie dzieci,

Komentarze
2015/02/03 22:26:24
lubie Twoje wpisy na każdy temat :)
a o psie tylko było że dojechał do Ciebie.
-
2015/02/04 12:53:34
No bo nikt nie lubi być w życiu sam więc ja wcale się nie dziwię, że Stiv przy Was odżył. Ja dwa lata święta spędzałam z konieczności sama i wiem jak człowiek się czuję... fajnie, że macie siebie nawzajem. Co do zimy - ja też wolę jeśli już trzeba wyściubić nos z domu zrobić większe zakupy. Tylko wracać z nimi to jest udręka!